— Gdzie oni są? — powtórzył prezydent. Cisza.

— Gdzie oni są? Przecież zapytuję.

— Nie wiem. Czy zechcesz przyjąć moją rezygnację?

— Mam ważniejsze sprawy na głowie. Trzeba natychmiast ich odnaleźć. Rozumiesz? Szef policji skinął głową.

— Jak sądzisz, gdzie oni mogli się ukryć? — rzucił pytanie prezydent.

— Wszędzie.

Odpowiedź Godstona brzmiała ponuro.

— Kiedy zarządziłeś pogoń?

— W 20 minut po napadzie.

Prezydent dopiero teraz uświadomił sobie sens słowa „wszędzie”. Tak, Godston nic nie przesadził. 20 minut. Jeśli się weźmie pod uwagę pośpieszne windy pneumatyczne, mogli oni z powodzeniem ukryć się przez ten czas w każdym punkcie Celestii.