Cornick podniósł z ziemi pistolet i wskazał policjantowi kąt pokoju. Tam też skierowało się i zatrzymało jedno ze świateł. Reszta skupiła się na trzech łóżkach ustawionych w niewielkich odstępach od siebie. Rytmiczny oddech pacjentów wskazywał, że Bradley mówił prawdę.

— Profesorze, niech pan się śpieszy.

Bradley nie zamierzał zwlekać. Był zadowolony, że właśnie tak się stało…

Niebawem Kruk poruszył się i półprzytomnym wzrokiem wpatrzył się w jaskrawe światła. Daisy i Dean wrócili do przytomności jednocześnie. Milczeli. Znać było, że nie spodziewali się niczego pomyślnego.

— Jesteście wolni — powiedział Cornick. — Czy możecie iść o własnych siłach? Daisy uniosła głowę. Potem podparła się i usiadła mrugając zdziwionymi oczami.

— Chyba tak. Tylko trochę mi się kręci w głowie. Dlaczego tu tak ciemno?

— Chodźcie! Nie ma czasu.

Wyszli. Bradley usłyszał chrobot klucza. Zapanowała znów ciemność i cisza przerywana tylko nerwowym sapaniem policjanta.

— Gdzie oni są? — rozległo się w ciszy, kiedy szef policji wszedł do gabinetu.

Godston skurczył się w sobie.