— Dlaczego nie uciekasz? — zawołał porywczo chłopiec.
— Nie mogę, gdyż oznaczałoby to przyznanie się do winy. Słuchaj, Tom! Pamiętaj, że przyszedłem do domu dlatego, że zapomniałem zostawić klucz od komórki, a trzeba nakarmić króliki. Rozumiesz?
Chłopiec kiwnął głową.
— Oczywiście o tym, co tu przed chwila robiłem — mowy nie ma! Rozumiesz! A teraz najważniejsze…
John jakby się zawahał, lecz tylko na moment. Chwycił syna za ramię i ściekając je niemal do bólu zaczął przyciszonym głosem:
— Choćby cię nawet krajali, choćby mówili, że cię zabija, tego, co za chwilę powiem, nic wolno ci nikomu powtórzyć. Nikomu! Rozumiesz? Nikomu! Nawet matce, bo nie ma sensu, aby ktoś jeszcze o tym wiedział! A od tego zależy życie ludzkie, a może nawet jeszcze coś więcej… zresztą, matki nie trzeba niepokoić. Słuchaj! i — sięgnął do kieszeni i wyciągnął mały pęk kluczy. -Te klucze na razie włóż do swoje] skrzynki, tam gdzie trzymasz różne rupiecie. Jeśliby przeprowadzali rewizje i pytali, skąd je masz, to powiedz, za tak jak inne rupiecie gdzieś znalazłeś. Rozumiesz?
— Tak — wyszeptał z przejęciem chłopiec biorąc klucze od ojca.
— A teraz zapamiętaj to: 18, 57, 6, A, 23. Powtórz!
— 18, 57… — zawahał się Tom.
— 6, A, 23. Powtórz to razem!