— Nie wiem. Chyba nie. Mój ojciec nie taki, co na łatwą forsę leci!
Tom zawahał się. Przypomniał mu się pakiet, który ojciec wyjął z tapczanu i wrzucił do wentylatora, a potem pierścionek zabrany przez policjanta, zaprzeczył jednak kategorycznie:
— Nie! Wykluczone. To nie to.
— Jednak coś z tym musi mieć wspólnego, jeśli go zaraz po napadzie zamknęli. No, a dlaczego nie chcesz, aby ktoś wiedział, że, tu byłeś?
— Coś ty, Tom, jakoś kręcisz… Więcej wiesz, niż gadasz — dorzuciła Mary.
— Eee, gdzież znowu, tylko że policja kazała mi nie ruszać się z domu, więe… rozumiecie, nie chcę, aby wiedziała, że wyszedłem.
— No, a po coś wyszedł? Tom zmieszał się.
— Po zakupy — wyjąkał.
Jack był starszy od Toma o trzy lata i bardziej doświadczony. Ojciec jego przez długi czas pozostawał bez pracy i radził sobie, jak umiał. Widząc, że chłopiec nie chce powiedzieć prawdy, Jack zorientował się, że zbytnia ciekawość może tu być niebezpieczna. Wziął więc Toma za ramię i wszedł z nim razem do windy, po czym zasunął drzwi.
— Wiem, że nie chcesz przy tych szczeniakach mówić — powiedział zniżonym głosem, przyjacielsko klepiąc Toma po ramieniu. — Nie żądam też, abyś mi powiedział wszystko, co wiesz, bo jeśli ta cała sprawa pachnie kryminałem, to tak jest lepiej. Już ja to wiem. Ale powiedz mi: tyś po zakupy nie jechał?