— Co takiego? — Jack uniósł brwi. — Jakim warunkiem? Wal, co wiesz, i nie kręć!

— Musicie przysiąc, że nikomu, ale to nikomu nie powiecie, żeście się ze mną tu spotkali. Dobrze? Wtedy wam coś powiem.

Jack wydął usta niechętnie, nie wiedząc, czy wypada mu jako „szefowi” zgodzić się na jakieś warunki ze strony zwykłego członka „bandy”. Ale Mary odpowiedziała za niego:

— Dobrze! Dobrze! Mów tylko.

— To przysięgnijcie: „Niech mnie diabeł porwie, jeśli powiem, że widziałem Toma”. No, powtarzajcie za mną przysięgę!

— Niech mię diabeł porwie, jeśli powiem! — zawołała dziewczynka. — A dlaczego chcesz, żeby nikt o tym nie wiedział, że spotkałeś się z nami?

— No, a wy? — nacierał na kolegów Tom.

— Niech mnie diabeł porwie, jeśli powiem — rzekł z ociąganiem w głosie Jack, lecz czuł, że Tom musi mieć naprawdę ważne powody, jeśli wysuwa takie dziwne żądanie. Był zresztą nie mniej od innych ciekawy, nie chciał tylko po sobie tego okazać.

Gdy dwaj pozostali chłopcy poszli również za przykładem Mary i Jacka, Tom opowiedział im w krótkich słowach o aresztowaniu ojca, nie wspominając oczywiście nic o wydarzeniach poprzedzających przybycie policji.

— Przypuszczasz, że twój stary jest wmieszany w ten napad na szpital? — zapytał Jack, gdy Tom skończył opowiadać.