— Jim i Eddy najwięcej się dowiedzieli, bo to się stało na 18 poziomie! Jakaś banda zrobiła napad na szpital Bradleya! Jedna grupa wyłączyła światło w centrali, a druga w tym czasie zrobiła „robotę”.
— Zupełnie tak, jak z tym Mortonem w „Czerwonej ręce”, co to w zeszłym miesiącu drukowali — dorzucił jeden z chłopców.
— Ale dlaczego na szpital?
— Pewno Bradley miał większą forsę. Podobno się nieźle obłowili!
— Ale kto to mógł być?
— Kto to wie? Wszyscy byli podobno w maskach, tak jak w tej historii z Mortonem.
— Mówią nawet, że z nimi była jedna kobieta — ciągnęła Mary. — Ciekawe, kto to? Ale to mądrale! Policja kręci się po całej Celestii, bo wsiąkli jak kamień w wodę. Widziałam nawet kilku na górze, jak wsiadali do windy. Podobno rozpoczęły się aresztowania tych, którzy coś wiedzą o tej awanturze.
— A ty, Tom, coś się dowiedział? — przerwał Jack potok słów, jakimi Mary zasypywała Toma.
— Ja… Ja… — jąkał się chłopiec nie wiedząc, co ma odpowiedzieć. Chciałby bardzo podzielić się z kolegami nowinami o tym, co się stało u niego w domu, lecz nie wiedział, czy mu wolno to uczynić. Nie wytrzymał jednak, tym bardziej że czuł się pokrzywdzony przycinkami Jacka.
— Słuchajcie! Słuchajcie, chłopaki, powiem wam coś, ale pod jednym warunkiem — zniżył glos tajemniczo.