Przysunął się bliżej drzwi i nagłym pchnięciem zatrzasnął je. Ruch ten jednak był wobec nikłej wagi ciała na 95 poziomie zbyt gwałtowny. Bernard stracił równowagę i upadł na ziemię. Uświadamiając sobie, iż każda sekunda zwłoki grozi śmiercią, zerwał się z ziemi i skoczył ku zakrętowi. Tym razem mała waga ciała była pomocą, bo jedno odbicie od chropowatej podłogi wystarczyło, aby znalazł się wśród towarzyszy.

W chwili gdy znikł za zakrętem, rozległy się nowe strzały. Był już jednak bezpieczny.

Strzały zamilkły, widocznie policjanci naradzali się, co mają robić.

— Trzeba się ukryć niżej, w tych magazynach — rzucił Roche. — Ber! Prowadź, bo znasz lepiej teren, a ja będę tamtych trzymał ogniem. Czy masz jeszcze ładunki?

— Tylko dwa magazynki, po dwanaście sztuk! Oszczędzaj!

— Daisy! Tom! Chodźcie za mną! — rozkazał Bernard i podawszy Roche'owi dwie srebrzyste rurki skierował się korytarzem ku pomieszczeniom, z których można było zejść na niższe poziomy.

Nie uszedł jeszcze dwudziestu kroków, gdy usłyszał za sobą wołanie Roche'a:

— Ber! Ber! Czekaj! Oni zamknęli windę i zjechali na dół! Co teraz robić? Bernard ściągnął brwi.

— Co? Zjechali na dół? Aha, chcą skomunikować się z resztą i rozpocząć atak z kilku stron. Natychmiast za mną! Trzeba jak najprędzej dostać się na 92 poziom. Jeśli oni zjechali na 94 poziom, w każdej chwili możemy być odcięci. Dean, poczekasz jeszcze trochę, gdyż z tym zjechaniem na dół to może być tylko manewr, a potem staraj się jak najszybciej dołączyć do nas. Idziemy tą samą drogą — dorzucił, znikając w wąskim przejściu. Tuż za Krukiem biegła Daisy, na ostatku Tom.

Posuwali się szybko, tak że po kilku minutach dotarli do ciemnego otworu. Był to nie oświetlony szyb wentylacyjny, w którym biegła drabina łącząca kilka poziomów.