Za otwartymi drzwiami widniało jasno oświetlone, puste wnętrze maleńkiej windy.
Dean pierwszy wskoczył do środka rozglądając się ze zdumieniem po wnętrzu.
— Tylko jeden guzik! — zawołał. — Co za dziwna winda? Twarz Bernarda przybrała zacięty wyraz.
— Tak czy inaczej — musimy z niej skorzystać. Choćby nas miała zawieźć do samego piekła!
— A może lepiej przebijać się wokół reaktora?
— Nie — powiedział Kruk takim tonem, że towarzysze spojrzeli na niego ze zdziwieniem.
— To znaczy? — wyszeptała Daisy.
— To znaczy, że was okłamałem! Przejście poza osłoną w bezpośrednie sąsiedztwo reaktora dałoby nam tylko 10 szans na 100, że przeżylibyśmy taką próbę.
— Dlaczego więc?… — Dean zacisnął palce na ramieniu przyjaciela.
— Dlatego, że wówczas myślałem, iż to jest jedyne wyjście. Teraz sytuacja uległa zmianie. Zabierzemy ze sobą narzędzia do cięcia metalu. Jeśli nawet winda zatrzymałaby się w jakimś zamkniętym pomieszczeniu — damy sobie radę. Zresztą, to nasza ostatnia szansa.