Rozległ się zgrzyt metalu i jednocześnie syk wpadającego do salki powietrza, który po chwili przeszedł w przeciągły gwizd.
Bernard zeskoczył z ramion Roche'a.
— Otwór jest trochę za mały. Nie chcę robić zbyt wielkiego i będziemy musieli kilkanaście minut poczekać na reakcję, jeśli w ogóle nastąpi. Zarazi Trzeba się zastanowić, czy nie należałoby jeszcze obniżyć ciśnienia. Obecnie panuje tu ciśnienie równe trzem czwartym normalnego, lecz szyb może być bardzo długi i ciśnienie podniesie się do jakichś siedmiu ósmych atmosfery. Przekrój szybu nie będzie mniejszy od l m2. Da nam to udźwig rzędu przynajmniej 1250 kg. Jeśli w starym szybie tarcie nie będzie zbyt wielkie, ciśnienie to wystarczy aż nadto do podniesienia windy.
Zapanowało milczenie. Wszyscy wsłuchiwali się z napięciem w gwizd powietrza uciekającego z otworu. Mijały minuty. Gwizd nie ustawał.
— Chyba nic z tego nie będzie — nie wytrzymał Dean. Bernard spojrzał na zegarek.
— Minęło 17 minut — powiedział szeptem, jakby głos jego mógł przeszkodzić ucieczce powietrza z szybu.
Lekki szum w uszach wskazywał wyraźnie na zmianę ciśnienia.
Naraz, w chwili gdy nikt się tego zupełnie nie spodziewał, rozległ się szczęk i głośne cmoknięcie jedno, drugie…
Wstrzymali oddech, Dean kurczowo zacisnął palce na rękojeści broni.
Rozległ się ponowny szczęk i drzwi gwałtownie odskoczyły pchnięte ciśnieniem powietrza.