— CM-2 nie jest ani puste, ani zimne — podjął uczony. — O, wyraźnie widać większe natężenie promieniowania w okolicach, gdzie, jak pamiętam, według starych planów mieścić się ma centralny reaktor jądrowy. Gdy się bardziej zbliżymy, zobaczymy nawet drobne różnice w natężeniu promieniowania. Myślę, że to nam pozwoli z dużym prawdopodobieństwem zorientować się, co kryje wnętrze tego almcralitowego dysku. Ja osobiście słabo pamiętam szczegóły budowy CM-2 ani też nie jestem specem jak Hans, jeśli chodzi o promieniowanie tego rodzaju sztucznych ciał, ale z pewnością Brabec i Feldmann będą mogli nam tu wiele powiedzieć.

— Sądzisz, że wzrosły szansę na szybkie nawiązanie łączności?

— Trudno powiedzieć coś konkretnego: jesteśmy jeszcze zbyt daleko od nich. Sześćset milionów kilometrów to nie bagatela. Sygnał biegnie przeszło pół godziny. Przede wszystkim jednak, pomijając techniczną zdolność porozumienia się, istnieje tu jeszcze pewien niemal nieuchwytny czynnik. Nie wiemy, czy ważnej roli nie gra tu przypadek.

— Przypadek?

— Nie jestem aż takim optymistą, aby przypuszczać, że jeśli mają aparaturę nadawczo-odbiorczą, to czynna jest ona stale. A jeśli tak, to skąd mają wiedzieć o naszej obecności? Trzeba spróbować innych sposobów.

— Nie możemy czekać dłużej niż dwa, trzy dni — rzekł Wiktor. — Jeżeli w tym czasie Rita nie nawiąże łączności, musimy zbudzić przynajmniej Brabca, gdyż on jest najlepiej zorientowany w konstrukcji CM-2. Za 96 godzin niemal zrównamy się prędkością z nimi i silnik rakietowy przestanie pracować. Będziemy wówczas w odległości 20 tysięcy kilometrów od CM-2, wchodząc w teoretyczną strefę zagrożenia.

— Poczekamy więc jeszcze dwa dni — zawyrokował Krawczyk.

— Ale czy w ogóle warto czekać? Melodyjny dźwięk dzwonka przerwał rozmowę.

— Ziemia! — zawołał Sokolski — Chodźmy na górę.

W chwilę później znaleźli się w przestronnym pokoju klubowym. Zastali tu kilkoro dzieci w towarzystwie młodej lekarki, pełniącej dyżur wychowawczy.