— Myślałam, że nie przyjdziecie — zawołał na widok przybyłych. — Za niecałą minutę audycja.
— Zagadaliśmy się — usprawiedliwił spóźnienie astronom. — Czy wiesz, że CM-2 widać już wyraźnie? Wkrótce będzie można rozróżnić szczegóły powierzchni.
— Muszę do ciebie wpaść po audycji, jak tylko ułożę do snu dzieci. Cicho, Szu! — zwróciła się do skośnookiego ośmioletniego chłopca, przekomarzającego się podniesionym głosem ze swą młodszą koleżanką. — Cicho! Już się zaczyna.
Niemal jednocześnie ze słowami lekarki rozległ się przeciągły gwizd, który zmieniwszy kilkakrotnie wysokość tonu przeszedł nagle w rytmiczne tykanie zegara. Wszyscy obecni, nie wyłączając czteroletniej córki lekarki — pulchnej dziewczyneczki budującej na podłodze jakiś pałac z kolorowych płytek — podnieśli głowy wpatrując się w błyskający światłami, wklęsły ekran telewizora.
— Halo, tu Ziemia! — wpadł w ciszę głos spikera. — Halo, tu Ziemia! Wzywamy Astrobolid! Tu stacja GR-57. Pozdrawiamy pierwszą naukową ekspedycję międzygwiezdną i łączymy się ze studio praskim.
Zabrzmiał melodyjny sygnał i przed ekranem pojawiła się twarz młodej kobiety.
— Tu Praga. Nadajemy specjalną 45-minutową audycję dla pierwszej naukowej ekspedycji międzygwiezdnej. Dziś przemawia do was Praga czeska. Mamy poniedziałek, 13 stycznia 2406 roku. Jest w tej chwili godzina czwarta rano. Na wstępie przegląd wydarzeń.
— 13 stycznia, godzina czwarta — uśmiechnął się Sokolski. — Przecież to 25 dni i ponad 11 godzin temu. Nie mogę się jeszcze przyzwyczaić. Na ekranie kłębiły się ciemne, gęste chmury.
— Ubiegłej nocy nad wschodnią Słowacją i południową Polską — dźwięczał głos spikera — w związku z próbami nowego zespołu izoklimatycznego wystąpiły w nie spotykanym od 32 lat nasileniu burze elektromagnetyczne, połączone z ulewnym deszczem. Szczególnie wspaniałe efekty świetlne zaobserwowano w okolicach mikrofalowego kolektora krakowsko-częstocho wskiego.
— Co to? — czteroletnia Zina wskazała różowym paluszkiem na migocące na ekranie jasne wstęgi wyładowań elektrycznych. — Co to, mamo?