— To elektryczność — wyjaśniła lekarka. — Tak samo świeci, jak w tej dużej lampie, która stoi przy stole w moim laboratorium.
— A jak to świeci?
— Opowiem ci później. Teraz patrz uważnie, bo zaraz zobaczysz coś innego.
— Ale jak to świeci? — nie ustępowała mała.
Rozpocząłby się teraz nieskończony ciąg pytań, lecz na szczęście nowy obraz odwrócił uwagę dziecka.
Ukazały się potężne, liczące dziesiątki pięter gmachy o harmonijnych kształtach, szerokie ulice i rozległe place. Wszystko to tonęło w soczystej zieloności. Na błękitnej wstędze rzeki uwijały się setki pojazdów wodnych. A oto rośnie w oczach szary, zakończony smukłą iglicą wieżowiec i po chwili na ekranie ukazuje się wielka sala koncertowa…
— W Warszawie, w zabytkowej budowli zwanej niegdyś pałacem kultury, pamiętającej drugą połowę XX stulecia, trwają obrady czołowych kompozytorów Federacji Srodkowo-Europejskiej, poświęcone analizie twórczości Władysława Strugalskiego, genialnego muzyka polskiego z końca XXII wieku. W ostatnich latach jesteśmy świadkami renesansu jego wpływów, zwłaszcza na młodszą generację kompozytorów słowiańskich — Nadajemy fragment VII Symfonii Strugalskiego, zwanej „Zwycięską”, w wykonaniu wielkiej toruńskiej orkiestry symfonicznej.
Popłynęły dźwięki muzyki.
Lecz oto obraz znów się zmienił, przenosząc widzów najpierw do Arizony, gdzie dokonywano prób z nową największą na świecie latającą wyspą, później nad jezioro Titicaca, by uczestniczyć w południowoamerykańskich zawodach jednoosobowych łodzi podwodnych, wreszcie do Afryki, w okolice równika, na teren rewelacyjnych odkryć archeologicznych.
Na ekranie ukazały się widziane z lotu ptaka gigantyczne sploty jakichś metalowych konstrukcji i wielkie, lśniące w słońcu kule, wszczepione w ścianę masywu skalnego.