— Absurd — przeciął nagle ciszę Renę Petiot. Biolog, pełniący jednocześnie funkcję inżyniera gospodarczego Astrobolidu, zerwał się z miejsca i wyrzucił z siebie szybko potok słów. — Hipoteza Igora to zupełny absurd. Mimo całego szacunku, jaki mam dla jego zdania, tym razem muszę stwierdzić, że się chyba myli. Cóż za powód mieliby ci ludzie, aby kierować miotacz przeciw nam? Jeśli nawet boją się nas, dlaczegóż zaraz mieliby niszczyć Astrobolid i to zupełnie bez prób nawiązania łączności? Powiedz konkretnie — zwrócił się do geologa — na czym opierasz tę hipotezę, bo ja zupełnie nie rozumiem…
Urwał i usiadł tak samo szybko jak wstał.
— Źle mnie zrozumiałeś — podjął Kondratiew. — Nie wysuwam żadnej hipotezy. To tylko ostrożność. Zbyt mało jest danych, aby można było wysuwać jakakolwiek hipotezę — dodał, jakby się usprawiedliwiając
Znów zapanowało milczenie.
— Zdaje się, że dyskusję można zamknąć — przerwała wreszcie ciszę Kora. — Proponuję przyjąć wniosek Igora. Czy ktoś chce jeszcze zabrać głos w tej sprawie? Nie? No, to można uważać wniosek za przyjęty. Teraz podzielimy funkcje: Wład, Suzy i Ingrid będą obsługiwać na zmianę „Łazika”, Wiktor wyśle serię kuł papierowych dla ostatecznego zbadania strefy dezintegracji, Rita czuwa u siebie w centrali radiowej. Andrzej, tak jak dotąd, niech trzyma rękę na pulsie całej akcji. Oczywiście wszyscy inni w razie potrzeby są do dyspozycji.
W pół godziny później od wielkiej kuli Astrobolidu oderwał się pająkowaty przedmiot i pozostawiając za sobą fioletową smugę popędził z wzrastającą prędkością tą samą drogą, którą przed 35 godzinami biegły wystrzelone przez Sokolskiego rakiety. Był to robot-radiozwiadowca „Łazik”, wysłany przez Kalinę dla czuwania nad bezpieczeństwem statku kosmicznego.
Krawczyk podniósł wzrok znad fotolektora. Niepokój malujący się na twarzy Rity rozproszył w jednej chwili jego zamyślenie.
— Sygnał na mikrofalach wygasł — powtórzyła Rita.
— Jak to? Przecież to radar — astronom zmarszczył brwi.
— Właśnie! Zapanowało milczenie.