— Ber! Skąd się tu wziąłeś? — zwróciła się do niego poufale i miękkim ruchem ramion usiłowała objąć go za szyję. — Ber! Chodź potańczyć ze mną. Chodź!
Przez twarz konstruktora przebiegł cień niechęci. Odsunął delikatnie ramiona dziewczyny i odrzekł stanowczym tonem:
— Daj spokój, Betty. Jestem tu służbowo.
Wyraz zawodu odbił się w dużych, zaczerwienionych oczach dziewczyny.
— A przyjdziesz? — nie ustępowała. — Prawda, że przyjdziesz?
— Po co? Przecież wiesz, że nie lubię takiej zabawy.
— Ale napijesz się. Ze mną. Koniecznie…
— Wiesz, że nie piję.
— Ale tak… trochę. Ze mną — szeptała przymilnie, przysuwając twarz do jego policzka.
— Daj spokój, Betty — powtórzył konstruktor już nieco szorstko.