— Ale z ciebie uparciuch. Brzydal jesteś! — zawołała dziewczyna.
— Wiesz sama, że tu nie bywam.
W oczach dziewczyny zapaliły się złe błyski.
Wiem, wiem! Gdyby tu była Stella — zasyczała ze złością — tobyś…
— Nie opowiadaj głupstw — przerwał konstruktor, wyraźnie już wytrącony z równowagi.
Na ustach starszego mężczyzny, obserwującego scenę spod wpółprzymkniętych powiek, pojawił się ironiczny uśmiech.
— Co ja słyszę? Panie Kruk? Więc to prawda, że pan i Stella Summerson… Urwał w połowie zdania. Konstruktor chciał gwałtownie zaprzeczyć, lecz oto kotara rozsunęła się i w progu stanął boy.
— Panie konstruktorze! — zawołał pochylając się w ukłonie. Telefon do pana. Dzwoni sekretarz jego ekscelencji prezydenta Summersona.
Bernard Kruk w milczeniu wpatrywał się w zaciśnięte usta prezydenta. Nieco zdziwione spojrzenie konstruktora jakby mówiło: „No cóż, nie wezwał mnie przecież tak nagle po to, by słowem nie przemówić”.
Prezydent patrzył przez dłuższą chwilę na konstruktora, po czym zatopił wzrok w przeciwległej ścianie.