— Co słychać u pana? Ma pan dużo pracy?

— Owszem, nie mogę narzekać na brak zajęcia, zwłaszcza w tym miesiącu.

— Hm… Prezydent starał się pokryć niezadowolenie uśmiechem, który wypadł sztucznie.

— Bo chcę panu pomóc. Na nadmiar doliodów pan pewnie nie choruje? Mógłbym mieć dla pana zajęcie. Zupełnie dodatkowe, poza zwykłymi obowiązkami. Płatne, naturalnie, według umowy.

— Słucham, ekscelencjo.

— Chodzi mi o sprawę w gruncie rzeczy błahą. Z góry pana proszę nie brać jej zbyt do serca. To znaczy, nie wyobrażać sobie niczego ponad to, co powiem. Orientuje się pan w budowie miotaczy badonowych?

— Dość dobrze.

— Od tej chwili rozmowa nasza pozostanie tajemnicą. Tajemnicą moją i pana. Kruk skinął głową patrząc z zaciekawieniem na prezydenta.

— Trzeba będzie ciągnął wolno prezydent dokonać przebudowy miotaczy w ten sposób, aby strefę dezintegracji można było dowolnie kurczyć i rozszerzać. Jak pan ocenia realną możliwość wykonania tego zadania?

Strefą dezintegracji nazywano w Celestii przestrzeń ochronną otaczającą tę sztuczną wysepkę kosmiczną. Każde ciało o średnicy większej od 5 mm i grożące zderzeniem z Celestią było niszczone w tej strefie działaniem miotaczy wyrzucających ładunki cząstek, zwanych badonem.