— A tam czeka policja — syknął Bernard siląc się na spokój.
— A więc co robić? Przecież ona nam tu umrze!
— Poczekamy jeszcze parę minut. Jeśli Summerson się nie wyniesie, to wyjdziemy z windy i…
— Już wstał!
W Daisy wstąpiły nowe siły.
— Wstał? — zapytała wpijając palce w ramię Bernarda.
— Tak. Już wychodzi — relacjonował Dean w podnieceniu. — Zamknął drzwi.
— Otwórz na chwilę windę i zamknij — rozkazał Kruk. — Można wpuścić trochę powietrza, ale z wyjściem musimy jeszcze chwilę poczekać.
Minęło jednak pięć minut, a prezydent nie wracał do archiwum. Zachowując jak największą ostrożność Dean podszedł do drzwi prowadzących do centrali i odsunął je. Tam również prezydenta nie było. Astronom przeszedł szybko przez salkę i zajrzał do przedsionka. Byli sami. W gabinecie też nie było Summersona.
— Widocznie poszedł spać — stwierdził z ulgą.