— A jakby — wtrącił Tom nieśmiało — zrobić wyprawę do Summersona? Oczy Roche'a zabłysły.
— Tak! Ale w jaki sposób?
— Trzeba jeszcze odczekać z godzinę, aż dobrze zaśnie — rzekł Bernard. — Znam mniej więcej rozkład mieszkania, więc może uda nam się zdobyć coś do picia i jedzenia, a może nawet jakieś lekarstwo dla Daisy. Byle tylko nie natknąć się na psa, bo to byłaby katastrofa.
— A ta twoja Stella? — rzucił pytanie Dean. — Mogłaby nam pomóc.
— Stella?
Bernard zamyślił się.
— No co? Przecież pomogła nas odbić ze szpitala Bradleya, więc chyba i teraz nas nie zdradzi.
— Stella… — powtórzył Kruk. Jeszcze dwadzieścia cztery godziny temu przekreślił grubą linią wszystkie nadzieje, przyrzekł sobie, że więcej nie spotka się z córką prezydenta, okłamywał siebie, że zapomni o niej tak, jak nakazywał mu rozsądek.
A teraz ma ją znów zobaczyć, ma usłyszeć jej głos, w jakże jednak zmienionych warunkach!
Był pewien jej miłości nie tylko dlatego, że świadczyły o niej ostatnie wydarzenia… Czyż więc nie ma prawa prosić ją o pomoc?