Astronom włączył aparaturę radionadawczą. Była uszkodzona, chociaż poprzedniego dnia działała bez zarzutu. Gdy zwrócił na to uwagę prezydenta, ten oświadczył, że każe ją naprawić. Potem rozwinął przyniesioną przez siebie dużą i ciężką paczkę, w której, ku zdziwieniu Lunowa, znajdowało się kilka pudełek konserw, chleb i butelki z winem.
— Niech pan, profesorze, nie uważa siebie za więźnia obserwatorium, ale waga pańskiego odkrycia nakazuje, aby się pan z nikim nie kontaktował aż do pełnego wyjaśnienia sprawy — powiedział z naciskiem.
Astronom poprosił Summersona, aby Dean Roche pomógł mu w badaniach.
Prezydent oświadczył, że nie ma nic przeciwko temu i wobec niezrozumiałego przerwania wszystkich zwykłych połączeń telefonicznych z obserwatorium, prócz jednej linii wiodącej wprost do prywatnego gabinetu Summersona — zabrał list dla Roche'a obiecując przekazać mu go przez gońca. Tegoż wieczora zawiadomił Lunowa, że Roche otrzymał list, ale jest ciężko chory, więc nieprędko będzie mógł stawić się w obserwatorium.
— Może to i lepiej — dodał. — Po co pan ma dzielić się premią z tym młokosem? Pieniądz czuje się dobrze, gdy jedna garść go trzyma.
Przypomnienie o premii nie usunęło niepokoju astronoma. Zbyt dobrze znał prezydenta. Obawy jego spotęgowane zostały przez nowe zarządzenia.
Summerson oznajmił bez ceremonii astronomowi, że „w celu zabezpieczenia mu swobody w pracy” dwóch policjantów będzie stróżowało przed drzwiami obserwatorium, nie wpuszczając nikogo niepowołanego. Po godzinie Lunow miał okazję przekonać się, że również i jemu nie wolno było nigdzie się ruszyć.
Następne dwa dni minęły spokojnie, choć Lunow nie mógł narzekać na brak pracy, zwłaszcza gdy na początku trzeciego dnia licząc od chwili odkrycia, odnalazł rakietę teleskopem optycznym. Świeciła ona teraz niebieskawym blaskiem, potęgującym się z godziny na godzinę.
Badania spektroskopowe światła przyniosły nową rewelację: prążki widmowe nie odpowiadały żadnym pierwiastkom znanym w Celestii, temperatura zaś zdawała się przekraczać kilkadziesiąt milionów stopni. Bardziej jeszcze niezwykłym zjawiskiem było to, że zachodzącym na rakiecie reakcjom towarzyszyło wielkie nasilenie promieniowania gamma.
Ponowne pomiary spadku prędkości rakiety wykazały pewne nieścisłości w poprzednich obliczeniach. Jeśli silnik jej działałby niezmiennie do chwili zrównania się z prędkością Celestii, powinno to nastąpić za czternaście godzin w odległości około 20 000 km, a więc przed granicą strefy dezintegracji.