Summersona ogarnął gniew. Już podniósł ściśniętą pięść, aby załomotać w drzwi, gdy naraz zmienił plan. Zapukał delikatnie w gładką płytę. Po chwili rozległy się lekkie kroki i w rozsuniętych drzwiach stanęła Stella zagradzając sobą wejście do pokoju.

Prezydent spodziewał się tego.

— Jesteś sama? — spytał z pozornym spokojem.

— Tak.

Postąpił krok naprzód.

Dziewczyna poruszyła się, nerwowo zaciskając palce na framudze drzwi.

Odepchnął ją gwałtownie, minął szybko mały przedpokój i stanął w drzwiach sypialni. W blasku białego światła patrzyły na niego rozszerzone przerażeniem ciemne oczy Daisy Brown. Fala krwi spłynęła na twarz Summersona.

— Co pani tu robi?

Dziewczyna milczała. Przejścia ostatnich dwóch dni tak ją wyczerpały, że ledwie mogła unieść głowę z poduszki. Dopiero ostatniej nocy trochę się posiliła i usnęła na kilka godzin.

— Gdzie są Kruk i Roche? — podjął znów prezydent. — Chodzi mi głównie o konstruktora Kruka.