Poziom 56 stanowił, jak i wszystkie inne, zamknięty pierścień otaczający oś wirowania małego świata. Znaczna, ponad 400-metrowa średnica tego pierścienia sprawiała, że krzywizna „ziemi” oraz rozlewającego życiodajne promienie „nieba-sufitu” nie rzucała się tu zbytnio w oczy.
Każda piędź urodzajnej gleby, zabranej z Ziemi i bogato nawożonej, była tu wyzyskana z wielką pieczołowitością.
Szli wąziutką, ledwie dostrzegalną ścieżynką. Na lewo kłosiła się blisko ziemi pszenica o bladozielonych, krótkich liściach, z których strzelały promienisto zapowiedzi bliskiego urodzaju. Naprzeciwko bielało prawie już dojrzałe żyto. W gąszczu kłosów kryły się skarłowaciałe, pełzające po ziemi, zżółkłe listeczki.
Idąc gęsiego trzej mężczyźni nie zdradzali najmniejszego zainteresowania tym widokiem. Nie zauważyli też rozśpiewanego kanarka, który w wolnym locie omal że otarł się żółtym skrzydełkiem o Schneeberga. Fizyk szedł pierwszy i odwróciwszy się do Kruka przerwał ciszę:
— Co sądzisz o tej przebudowie?
— Nic — odparł Bernard. — Prezydent nie wtajemniczył mnie w jej cele. Kazał robić i milczeć.
— To jest niezwykłe i niepokojące. Niepokojące chociażby przez tę niezrozumiałą tajemniczość — głośno myślał Williams. — Summerson nikomu nic nie powiedział. Cicho, sza… A teraz znów, dla odmiany, głośniki trąbią o tej rzekomej tajemnicy. Co u licha? Powiedz mi — zwrócił się do Kruka — co jeszcze polecił ci przebudować? Nie popełnisz niedyskrecji, bo i tak ogłoszono już całą treść dokumentu. Tak brzmi pismo, jak mówiliśmy, czy inaczej?
— Mniej więcej tak. Druga część zleconego mi zadania to, jak już wspomniałeś, przystosowanie miotacza do pracy na dwu zakresach.
— Wszystko to bardzo dziwne — odparł Schneeberg. — Trudno przypuścić, aby Summerson dla jakichś tam przywidzeń miał obiecywać córkę człowiekowi, który, wybacz Ber taką szczerość, w jego oczach nie posiada żadnych „kwalifikacji” na zięcia… To mi zupełnie nie trafia do przekonania. Wiem, że w rządowych sferach panowało dotąd przekonanie, że ten, komu Summerson odda rękę Stelli, będzie jego następcą.
— Uważam, że w naszym interesie, w interesie wszystkich ludzi — poprawił się Williams — jest poznać prawdę. Jeżeli miotacz ma być używany tak, jak to sobie wyobrażam… Nie, ja sobie tego nie wyobrażam realnie. Przecież, żeby to przeprowadzić, trzeba na pewien czas, wcale niekrótki, wyłączyć miotacze, a to znaczy narazić Celestię na śmiertelne niebezpieczeństwo. Dlatego cel, którym się Summerson powoduje, musi być ogromnej wagi. Wciągnęliśmy cię w rozmowę, bo to nie jest błahostka… Są sprawy, których bagatelizowanie może się okazać nieobliczalne w skutkach.