— Z pojazdu rakietowego? — zdziwił się Dean. — Nic o tym Hartley tu nie pisze.

— Nie ma się czym chwalić.

— Jakie to wszystko ponure i straszne — wyszeptała Suzy. — Najpotworniejsze z tego wszystkiego jest to, że i dzisiejsza wasza rzeczywistość niewiele się różni od tej sprzed wieków.

— Może teraz wreszcie rozpocznie Celestia nowe życie — westchnął Bernard patrząc w zamyśleniu na pożółkłe karty kroniki.

Drzwi otwarły się gwałtownie i do archiwum wpadł jak bomba Tom.

— Panie Kruk! Cornick pana wzywa!

Bernard zerwał się z biurka i pobiegł za chłopcem do centrali. Szybko nasunął słuchawki na uszy.

— Halo, tu Kruk — rzucił w mikrofon. — Tak. Co? Zaczęli? Barykadują się? Cóż, stało się. To niedobrze. Mamy w tej chwili 21.40. Przynajmniej dwie godziny za wcześnie. Przecież nie zdążycie… Oczywiście. Tak… Nie! Nie wolno dopuszczać do przedwczesnego rozlewu krwi… To źle! Ten Summerson ma jednak nosa… Co? Tak. Ale niech nie ujawniają zbyt wcześnie, że dysponują reflektorem… Słusznie! Jeśli policja usiłowałaby wedrzeć się siłą do dzielnicy murzyńskiej lub użyła gazów, dobrze byłoby przyśpieszyć atak na więzienie. To zdezorientuje Godstona. Co o tym sądzi „S”?… Tak. Przede wszystkim trzeba uwolnić Johna. Zaskoczeniem można dużo zdziałać… Co? Morgan?… A to ciekawe! Uważam, że pertraktować można. Tylko bardzo ostrożnie… No, tak. Chyba „S” wie najlepiej… Staraj się utrzymać stały kontakt ze mną. Można zostawić Jacka. Niech pilnuje telefonu…

Zdjął słuchawki i zwrócił się do Roche'a i „Łazika” oczekujących wyjaśnień:

— Policja usiłowała izolować dzielnicę murzyńską i doszło do starcia. Policjanci zaskoczeni oporem czarnych wycofali się. Murzyni zaś budują „korki” ze skrzyń i beczek w korytarzach przy pastwiskach, obawiając się uwięzienia na dolnych poziomach. Mogą zresztą w razie niebezpieczeństwa użyć reflektora Green-Bolta.