— Mówiłeś coś o gazach? — zapytała z niepokojem Suzy.

— Policja może użyć gazów stosowanych przeciwko pladze królików na plantacjach, ale wątpię, czy to zrobi. W tych obszernych pomieszczeniach trudno będzie zamknąć wentylację.

— Czy nie trzeba przyśpieszyć wybuchu? — przerwał Dean. — Przecież wystąpienie czarnych zaalarmowało przedwcześnie policję.

— Jeszcze trochę poczekamy. Podobno Morgan szuka z nami kontaktu. To mogłoby poważnie zwiększyć nasze szansę. Za dziesięć minut Cornick ma dzwonić ponownie. Zobaczę teraz, co porabia Summerson.

Kruk założył słuchawki i chwilę manipulował wtyczkami na rozdzielczej tablicy centrali telefonicznej. Na jego twarzy odbił się wyraz zawodu. Już miał wyłączyć aparaturę, gdy naraz zmarszczył brwi. Z napięciem wsłuchiwał się w prowadzoną poprzez druty telefoniczne rozmowę.

Upłynęło kilka minut. Wreszcie rozmowa się skończyła i Bernard wyłączył podsłuch.

— Niedobrze — zwrócił się do towarzyszy. — Przed chwilą Summerson rozmawiał z Godstonem. Murzyni przepędzili policję reflektorem, lecz Summerson nakazał użyć gazów. To może załamać psychicznie czarnych. Trzeba czymś odwrócić uwagę policji w inną stronę.

— Przystępujemy więc do walki?

— Zaraz się naradzę z Cornickiem, ale chyba nie. Na właściwy wybuch trochę za wcześnie. Nie wszystko jeszcze przygotowane. Trzeba jednak czuwać na zmianę przy podsłuchu. Ty, Dean, musisz się tym zająć na razie sam, gdyż…

Nad telefoniczną tablicą rozdzielczą zapłonęła zielona lampka.