— To Cornick! — zawołał Bernard zakładając słuchawki. — Tak. No i co?… Tak? A to niedobrze. Nerwy trzeba trzymać w garści. Wiem, że ludzie już wszystkiego mają dosyć, ale na nie skoordynowane posunięcia nie możemy sobie pozwolić. Teraz trzeba koniecznie obsadzić centralny dźwig i skwer Greena, gdyż inaczej oni mogą stać się panami sytuacji. Sądzę, że Murzyni powinni posunąć się na 4 poziom, aby zablokować dolną stację centralnej windy. Summerson kazał policji użyć przeciw nim gazu, ale wobec rozruchów na 27 i 73 poziomie nie będzie miał dość sił i czasu na bardziej skomplikowane działanie… Tak! Koniecznie…
Kruk zrzucił słuchawki, wstał i zwracając się do Deana wskazał na taboret:
— Siadaj i w razie czego daj mi znać. Pilnuj zwłaszcza telefonów Summersona. Zaczęło się również w dzielnicach „szarych”. Może to zresztą i lepiej. Chociaż…
Zamyślił się.
— Właściwie… Nie wiem, co robić — rozłożył bezradnie ręce. — Może należałoby już teraz wyłączyć światło, ale jeśli…
„Łazik” postąpił parę kroków ku Bernardowi i zatrzymał się. — Czy ktoś został już zabity lub ranny? — zapytała Suzy.
— Z ludzi nikt. Murzynów podobno paru jest rannych.
— Biedni ludzie — wyszeptała dziewczyna.
— Kilku Murzynów schwytała policja. Podobno zbito ich do nieprzytomności.
— Dlaczego więc nie przyśpieszycie wybuchu powstania? — w głosie Suzy drgała wyraźnie nuta oburzenia i wyrzutu. — Trzeba z tym wszystkim jak najprędzej skończyć.