— To ty?
— Ja — rozległ się przestraszony głos ministra.
Prezydenta ogarnął nagle lęk, że w pokoju znajduje się jeszcze ktoś trzeci. Chciał zwalczyć w sobie to przywidzenie, gdy niespodziewanie usłyszał zupełnie blisko głos Godstona:
— Bardzo przepraszam… Pierwszym impulsem Summersona było ofuknąć siostrzeńca: bez zameldowania? Jak śmie? Ale niezwykłość sytuacji stłumiła jego gniew.
— Jak tu wszedłeś? — zapytał.
— Mikę mnie wpuścił.
— Czego chcesz?
— Chciałem zameldować… Wszędzie ciemność…
— Też nowina! Masz latarkę?
W odpowiedzi błysnęło dość silne światło.