Godston podniósł na niego przerażone oczy. Trzymana przez niego latarka poczęła drżeć.

— Boję się — jęknął jakoś dziwnie.

Summerson odwrócił się, szybko postąpił trzy kroki, zacisnął pięść i przystanął.

— Ty się boisz? Każ policjantom strzelać albo…

Godston spojrzał w oświetloną latarką, zeszpeconą gniewem i strachem twarz wuja i cofnął się ku drzwiom. Czuł, że jest między młotem a kowadłem.

— Strzelać! — wrzasnął znów prezydent.

— Oni nie będą strzelali — postać Kuhna wyrosła pomiędzy Godstonem a Summersonem. -Przecież to rozjuszy tłum!

— Precz! Ja tu rządzę! Ód tej chwili nie jesteś ministrem! — ryknął Summerson.

— Nie pozwolę!

Fakt, że dymisja nie wywarła żadnego wrażenia na Kuhnie, doprowadził Summersona do szału. Rzucił się na Kuhna z pięściami, lecz ten zgasił raptownie latarkę i w gabinecie zapanowała ciemność.