Wstał z tapczanu i wyjął z szuflady biurka kartkę, na której zanotował tajemnicze słowa zauważone na rogach planów otrzymanych od prezydenta.

Biuro Studiów Wojny Kosmicznej, CM.-2 Wm 4a. Zatwierdzone do budowy. Waszyngton 23.03.1982 r. — przesylabizował jeszcze raz zapisane wyrazy.

„Co za dziwna nazwa: biuro studiów wojny. CM-2 Wm 4a — to z pewnością oznaczenie planów — rozmyślał. — Ale najdziwniejszy — to ten wyraz przed datą”.

W tej chwili rozległ się za nim szmer. W rozsuniętych drzwiach stanęła matka.

— Co ty, jeszcze nie śpisz? Dwie noce nie spałeś, a przecież jutro też masz pilną robotę. Powinieneś spać. Ojciec zawsze mówił, że przed ważną robotą najlepiej dobrze się wyspać.

Bernard spojrzał w zamyśleniu na matkę, nie odpowiadając. Mary podeszła do syna i chwyciła go za rękę.

— Co ty?

— Ech nic, zaraz się położę — odpowiedział z roztargnieniem. — Czy mama nie wie, co oznacza słowo „Waszyngton”?

— „Waszyngton”? Nie, nigdy nie słyszałam.

— Niech sobie mama dobrze przypomni. Może dziadek albo babcia coś kiedyś o tym mówili?