— Po prostu zakres ich możliwości produkcyjnych jest niemal nieograniczony. Wykonują one pracę wielu dawniej odrębnych zakładów. Porównując ze strukturą wytwórczości w XX wieku, można by je nazwać miniaturowymi kombinatami. W ten sposób zespół ich może zastąpić w praktyce cały przemysł, oczywiście z tym zastrzeżeniem, że ilościowo zdolność produkcyjna jest niewielka, można powiedzieć — na potrzeby domowe.

Oczy Greena zaiskrzyły się.

— Czy można by zobaczyć te urządzenia?

— Bardzo chętnie oprowadzę was po całym Astrobolidzie.

— Teraz jednak pozwólcie na obiad — powiedziała przewodnicząca podnosząc się z fotela.

— Czy ten obiad też z tego uniwer… pro… duktora? — zaśmiał się niepewnie David.

— Owszem. Częściowo…

— Może powie pani, że zamiast mięsa wieprzowego wkłada pani do cudownej maszyny rulon planów? — dowcipkował Green.

— Tak, w istocie — uśmiechnęła się Kora. — Z tym tylko sprostowaniem, że plany przedkładane uniwerproduktorom niewiele mają wspólnego ze zwykłymi planami kreślonymi na papierze. Są to właściwie instrukcje zapisane w kryształach.

Green słuchał z widocznym przejęciem, notując sobie w pamięci słowa uczonej.