— U nas, podobnie jak i na Ziemi, takie pojęcia jak pieniądz, sprzedaż czy zysk przestały już dawno mieć praktyczne znaczenie — wyjaśnił młody mężczyzna o nieco dziwnej dla Celestian, śpiewnej wymowie. — Przeszły po prostu do historii. Dajemy wam aparaturę i taśmy, nie kierując się żadnym własnym interesem. Po prostu: nic w zamian nie chcemy. Tak, jakbyście otrzymali podarunek od kogoś bardzo bliskiego, podarunek bez zobowiązań — usiłował wytłumaczyć przykładem.
David kiwał bez przekonania głową.
— No cóż? Cieszymy się z waszej hojności. Bardzo się cieszymy.
— Tak! Tak! To naprawdę piękne z państwa strony — zahuczał tubalnie Green. — Ale teraz niech pani pozwoli, choć to nie bardzo wypada dopominać się o prezenty, że się o coś zapytam: kiedy otrzymamy aparaturę i filmy? Czy jeszcze w tym miesiącu?
— Trochę wcześniej. Za półtorej godziny — roześmiał się Sokolski.
— Ma pan gotowe na składzie? — ucieszył się Green.
— Nie. Wyszukam tylko odpowiednie plany i przekażę na zespół uniwerproduktorów.
— Uniwerproduktorów? — zaciekawił się Dean. — Co to takiego?
— Są to automaty produkcyjne wytwarzające dowolne urządzenia zgodnie z przekazanymi im planami.
— Jak to dowolne?