Za chwilę poczęły ukazywać się w okrągłym otworze na środku stołu małe talerzyki z dymiącymi potrawami i szklanki pełne barwnego płynu. Po sali rozszedł się smakowity zapach gorących potraw.
— Bardzo to apetycznie wygląda — szepnął Green do siedzącego obol; Davida — ale nie wiem, czy się tym można najeść.
— Czy w ogóle można jeść, jeśli to wszystko sztuczne?
— Spróbować chyba nie zaszkodzi — odparł wydawca przysuwając do siebie talerzyk, na którym znajdował się jakiś brunatny kawałek przypominający befsztyk, a obok niego żółta i zielona papka.
— No to jedz. Ja poczekam.
Green nabrał na koniec widelca tajemniczej papki i odkrajał kawałeczek rzekomego mięsa. Przez chwilę żuł w skupieniu.
— Niezłe — zawyrokował wreszcie — choć trochę mało słone i jakby słodkie. Widząc, że Green zabiera się energicznie do jedzenia, David zdecydował się pójść w jego ślady.
Zjadłszy swoją porcję Green sięgnął po drugą, podobną. Zauważyła to Kora i uśmiechając się z lekka rzekła:
— Dziwią was z pewnością niewielkie porcje potraw. Jednak ich siła odżywcza ponad ośmiokrotnie przewyższa dawne potrawy pochodzenia roślinnego i zwierzęcego. Tylko płynów wypijamy tę samą ilość, gdyż konieczne to jest dla cyrkulacji wody w organizmie. Za kilka minut poczujecie, jak te potrawy sycą.
— Czy wszystko to, co jemy, jest wytworzone syntetycznie? — zapytał Dean.