Tymczasem do Horsedealera, który pod opieką Rity zabrał się wreszcie do jedzenia, podszedł Andrzej. Krótkie spięcie między filozofem a Davidem, zwłaszcza zaś wzmianka Roche'a o badaniach Horsedealera, zaciekawiły go bardzo.
— Przepraszam, że ci przeszkadzam — rzekł nachylając się nad filozofem — ale sam tego chciałeś. Chodzi mi o to, że twoje pytanie trafia, zdaje się, w sedno tego, co jest źródłem konfliktów nurtujących Celestię. Odpowiedź nie należy jednak do prostych, tym bardziej że nie wiem, w jakim stopniu będziemy mogli się wzajemnie zrozumieć. Czterysta lat rozwoju i przemian dużo znaczy. Chciałbym z tobą porozmawiać szerzej na ten temat po obiedzie.
— Już kończę — zapalił się filozof. Sięgnął pośpiesznie po szklankę z jakimś pomarańczowym płynem i wychylił ją kilkoma łykami. Po chwili wstał od stołu przepraszając Rite, do której natychmiast przysiadł się Green.
Horsedealer i Krawczyk usiedli w miękkich, wygodnych fotelach pod rozłożystym konarem kwitnącej jabłoni.
— Twój młody kolega Roche wspomniał, że długie lata prowadziłeś badania nad przeszłością Celestii — rozpoczął astronom. — Wiem, że prawda o przeszłości była starannie ukrywana przez władców waszego świata. Do jakich wniosków o przeszłości Celestii doszedłeś w wyniku badań?
Na twarzy Horsedealera odbiło się zakłopotanie.
— Wniosków? Właściwie są to tylko mgliste domysły. Po prostu w pewnym momencie począłem zdawać sobie sprawę, że to, co głoszą na ten temat ludzie pokroju Summersona, nie może być prawdą. Że cała nasza rzeczywistość opiera się na jakiejś tragicznej pomyłce — zapalał się coraz bardziej filozof. — Że musi istnieć inny, lepszy świat, wolny od zakłamania, nędzy materialnej i moralnej, wolny od prześladowań, terroru i nienawiści… Nie jestem profesorem, jak mnie niesłusznie tytułuje Roche. Nie potrafię myśleć tylko zimno, analitycznie. Szukałem czegoś, co potwierdziłoby moje domysły, moją wiarę w ten inny świat — mówił nieco chaotycznie. — Po prostu wyobraziłem sobie, nie na podstawie dowodów, bo miałem ich zbyt mało, że właśnie takim innym światem jest Ziemia, wasza Ziemia.
Umilkł. Przez dłuższą chwilę panowała cisza, tylko od pobliskiego stołu dochodził gwar rozmowy, z której wybijał się tubalny głos Greena, usiłującego zabłysnąć elokwencją wobec Rity.
— Niesłusznie mówisz, że nie jesteś uczonym — rzekł wolno Krawczyk. — Nie ten jest uczonym, kto nosi tytuł profesora, a wiedza jego jest martwa i bezpłodna, ale ten, kto na podstawie swych badań i doświadczeń potrafi poszerzyć wiedzę ludzką o otaczającym świecie. Twój obraz świata, tak bliski prawdziwemu obrazowi, opierał się jednak na jakichś dowodach, choćby najbardziej fragmentarycznych. Powiedz sam…
— Tak, ale…