Chodziło im o to, aby postawić załogę wobec faktu dokonanego. W ich położeniu ucieczka nie była ani pomyłką, ani też szaleństwem. Czy zgadzasz się ze mną?
Nie było odpowiedzi. Teraz dopiero Andrzej i Wiktor spostrzegli, że twarz gościa pokryła się nienaturalną bladością. Wypukłe, zamknięte powieki starca drgały nerwowo. Pomarszczone dłonie zaciskały się konwulsyjnie na poręczach fotela.
— Co tobie?! — Sokolski z przestrachem zerwał się z miejsca.
— Nic… — wyrzęził z trudem Horsedealer. — To przejdzie…
Otworzył z wysiłkiem oczy, lecz nagle nowy atak bólu wykrzywił jego twarz. Opadł ciężko na oparcie fotela. Oddech jego stał się gwałtowny i świszczący.
Krawczyk ujął filozofa za przegub dłoni i przez chwilę badał puls. Był on słaby i nierówny. Nie ulegało wątpliwości, że stan starca jest poważny. Pospiesznie przycisnął guzik „broszki” kontaktowej.
— Doktorze Summerbrock!
Na pobliskiej ścianie pojawił się obraz: wysoka, przygarbiona postać pochylona nad stołem laboratoryjnym.
— Will! — zawołał Krawczyk. — Przyjdź tu natychmiast…
I wskazując ręką na leżące bezwładnie w fotelu ciało Horsedealera, dodał: