— Nic nie wiadomo — zaśmiała się Suzy. — Może okaże się, że jestem krewną twojej dziewczyny…
Tymczasem podeszli do niewielkich drzwi z na wpół przezroczystego tworzywa, które same otwarły się przed nimi bezszelestnie.
Na wprost drzwi, za przezroczystą taflą siedział pogrążony aż po szyję w jakimś niebieskim płynie Horsedealer. Ciało jego oplatały przewody i długie pełne przyssawek rurki, poruszające się chwilami jak macki żywego potwora. Czaszkę filozofa okrywał wielki, podobny do dzwonu hełm połączony grubym kablem z lśniącą kulą pod sufitem.
Spostrzegłszy Roche'a Horsedealer uśmiechnął się i rzekł:
— Jak pan widzi, chcą mnie tu trochę podreperować…
Chociaż rozdzielała ich gruba szyba, Dean był przekonany, że głos filozofa biegnie nie osłabiony niczym wprost ku niemu.
— Czuje się pan dobrze? — zapytał astronom ochłonąwszy nieco z wrażenia.
— W tej chwili — świetnie. Ale przed godziną było już ze mną bardzo kiepsko. W Celestii chyba byłby to już koniec… Umilkł i zamyślił się.
— Czy będzie mógł pan wrócić z nami do Celestii? — zaniepokoił się Dean.
— Właśnie dlatego chciałem zobaczyć się jak najprędzej z panem.