I teraz, gdy stała za rozsuniętą ścianą gabinetu patrząc na pochyloną nad biurkiem postać Sokolskiego ogarniał ją strach, że odleci na Astrobolid i może zapomni o niej.
Trzask rozsuniętych drzwi przeciął tak nagle ciszę, że przytulona do framugi dziewczyna, aż zadrżała.
— No, jestem — rozległ się głos Horsedealera.
Filozof, któremu parotygodniowa kuracja na Astrobolidzie przywróciła dawną młodość i energię, szybkim krokiem przeszedł przez gabinet i rozsiadł się wygodnie w fotelu stojącym przy biurku.
— Widzę, że hyperol skutkuje… — uśmiechnął się Sokolski podnosząc głowę znad rozłożonych planów.
— Jeszcze jak! To świetny środek. Człowiek czuje się tak wypoczęty, jakby przespał swoje normalne osiem godzin, a nie cztery. Cóż bym ja teraz robił bez waszego hyperolu, kiedy i dwadzieścia godzin pracy na dobę to mało.
— No i co uradziliście wczoraj?
— Ruszamy jutro z kampanią. Wybory odbędą się 25 kwietnia. Referendum przewidujemy na koniec czerwca. Czy uda ci się do tego czasu przygotować plan przebudowy?
— Z pewnością. Tylko że dziś właśnie doszedłem do ostatecznego wniosku, że nie opłaci się przebudowywać Celestii.
Horsedealer zerwał się gwałtownie z fotela i przyskoczył do Sokolskiego.