— Co?
Wiktor parsknął śmiechem na widok osłupienia filozofa.
— Tak. Nie opłaci się przebudowywać. Będziemy budować nową Celestię.
— Nową Celestię? Czy to możliwe? Z czego?
— Po prostu z materiału, z którego zrobiona jest Celestia. Zbudujemy okręt kosmiczny zbliżony konstrukcją do Astrobolidu. Właściwie myślałem o tym już od dawna, ale żal mi było niszczyć Celestię. Przecież to zabytek o dużej wartości historycznej.
Filozof zasępił się. Czyżby i on, który jeszcze niedawno z nieukrywaną nienawiścią mówił o „almeralitowej puszce”, teraz począł na nią patrzeć innymi oczyma?
— Tak. Szkoda byłoby niszczyć zupełnie Celestię — rzekł w zamyśleniu. — Dlaczego mi o tym nie wspomniałeś? — dodał z delikatną wymówką.
— Bo nie mógłbyś być bezstronny w tej sprawie — odrzekł Sokolski z powagą. Horsedealer podniósł zdziwiony wzrok na swego młodego przyjaciela.
— Przy dotychczasowej konstrukcji Celestii można zastosować tylko silnik o słabej mocy — wyjaśnił Ziemianin. — Zużywając około połowy masy Celestii będziemy mogli nadać jej prędkość najwyżej czterokrotnie większą od obecnej. Nowa Celestia byłaby zaopatrzona w silnik zbliżony do silnika Astrobolidu i mogłaby rozwinąć prędkość ponad 1000 km/sek, a tym samym wróciłaby na Ziemię w ciągu nie stu lat, lecz dwudziestu.
— Dwadzieścia lat. Więc ja… ja… — zawołał filozof głosem tak drżącym wzruszeniem, że ukryta za ścianą Stella uczuła, iż coś chwyta ją za krtań.