Po złożeniu życzeń przysiadł się do Rity, którą już od czasów pierwszej wizyty w Astrobolidzie wyraźnie adorował.
— Dlaczego pani nie wstąpiła do rozgłośni, gdy tydzień temu odwiedziła pani Celestię? Było mi bardzo przykro — żalił się z wylewnością.
— Nie obiecywałam. Tyle mamy teraz pracy…
— Praca… praca… Kiedyż wreszcie nadejdą czasy, w których zniknie praca?…
— Nigdy — odrzekła Rita z uśmiechem. — Człowiek bez pracy nie byłby człowiekiem. A zresztą, czy można długo wytrzymać nie pracując? Dla mnie moja praca to wielka przyjemność.
— Zupełnie się z panią zgadzam — podchwycił Green. — Bez pracy życie byłoby nudne, jednostajne, nieciekawe… Jeśli mówiłem, że chciałbym, by nie było pracy, to miałem na myśli nie pracę dla przyjemności, lecz pracę z obowiązku, z konieczności. Zawsze uchodziłem w mojej sferze za człowieka bardzo pracowitego. Pracowałem dużo dla osobistej przyjemności, ale bywało nieraz i tak, że interesy wymagały ode mnie wypełniania pewnych obowiązków wtedy, gdy nie miałem na to najmniejszej ochoty. Taką pracę z przymusu, niegodną naprawdę wolnego człowieka, chciałbym na zawsze wykreślić z życia.
— A czy nie odczuwasz satysfakcji z wykonanej pracy, nawet wówczas, gdy nie sprawiała ci ona przyjemności, jeśli osiągnięty dzięki niej cel ma dla ciebie i innych ludzi odpowiednio dużą wartość?…
— Oczywiście, że wówczas jestem zadowolony z siebie. Ale czy nie jest to też pewnego rodzaju przymus wewnętrzny? Czy nie pragnęła pani nigdy znaleźć się w takiej sytuacji, aby móc robić wyłącznie to, co się pani podoba? Czy nie czuje pani radości, gdy może dowolnie pokierować rakietą? Czy nie chciałaby pani być wielbiona przez wszystkich i czuć, że świat cały posłuszny jest jej woli? — zapalał się coraz bardziej. — Że nie potrzebuje pani liczyć się z niczym i z nikim?…
— Co za dziwaczne pomysły? — żachnęła się Rita. Green stropił się nieco.
— Można czasem dać się ponieść fantazji… Czy pani nigdy nie chciałaby stać się bohaterką z bajki? Choćby na chwilę?…