— Może i chciałabym.. na chwilę — rzuciła w zamyśleniu. — Ale każda bajka miewa jakiś sens…

— Czasami bajkę można przyoblec w realny kształt. Trzeba tylko chcieć… Mocno chcieć… Kto jak kto, ale właśnie pani godna jest takiego szczęścia…

— Nie lubię, jak kto plecie głupstwa.

— Pani to nazywa głupstwem?… Mówię tylko to, co czuję… Można co prawda milczeniem manifestować to, co się czuje, ale to nie w moim stylu — to mówiąc wskazał wzrokiem Stellę siedzącą po przeciwnej stronie stołu, obok Bernarda.

Istotnie, jak to zauważył Green, tego wieczoru Stella była wyraźnie nachmurzona i milcząca. Raz po raz rzucała ukradkiem spojrzenie na Wiktora, który z ożywieniem tłumaczył coś młodej parze.

— Stello… — usłyszała cichy szept Kruka. — Spójrz, jacy oni szczęśliwi.

— Mhm — westchnęła, spuszczając oczy.

— Czy… czy… myślałaś też o tym, że… — urwał w pół zdania.

— O czym?

Spojrzała na niego tak zimno, że uczuł skurcz w okolicach serca. Stelli zrobiło się żal Bernarda, więc chcąc zatrzeć dalszą rozmową nieprzyjemne wrażenie zapytała: