Wreszcie pozostał sam, oszołomiony i wstrząśnięty niedawnym przeżyciem. Zerwał płachtę z głowy i rozejrzał się wokoło. Nikogo w windzie ani przed windą nie było. Zjechał więc na 57 poziom, gdzie tymczasowo mieściła się klinika rządowa.
Poszedł wprost do kliniki i zadzwonił. Po chwili drzwi rozsunęły się, na progu stanęła pielęgniarka Ellen.
— Jest ojciec?
— Doktor jeszcze nie wrócił.
— A gdzie poszedł?
— Nic wiem… Był tu ktoś z dyrekcji policji…
Jim zachwiał się, jakby na plecy spadł mu jakiś ogromny ciężar.
— Z policji… — powtórzył.
— Tak.
Bez słowa odwrócił się i nie wiedząc sam po co, podążył ku windzie.