Stella darzy go czymś więcej niż uczuciem przyjaźni, lecz nie spodziewał się, by sprawy zaszły aż tak daleko. Przecież to absurd! Skąd zrodziła się w tej dziewczynie taka niedorzeczna myśl?

Odruchowo porównał Stellę z Ritą. Jakiż kontrast umysłowy, nie mówiąc już o tym, że „piękna Stella” uznana byłaby na Ziemi co najwyżej za „efektowną”.

Rita… Czuł, że każdy dzień wspólnej drogi do Alfa Centauri zbliża go coraz bardziej do dziewczyny, którą poznał dopiero w dniu odlotu Astrobolidu. Na rozmowę z Ritą o małżeństwie było jeszcze za wcześnie, ale nie wątpił, że jest to zupełnie możliwe.

Ilekroć rozmawiał ze Stellą, nie mógł oprzeć się wrażeniu, że ma przed sobą istotę o łącznych cechach dziecka i lalki. Dziecięcy sposób ujmowania życia, wąskość horyzontu myślowego, prymitywność odruchów i łatwość ulegania sugestiom — a jednocześnie nieustanna poza, zapatrzenie w siebie, skłonność do gry na efekt.

Ostatnie zdanie Stelli było jeszcze jednym potwierdzeniem tych obserwacji.

Nie chcąc sprawić dziewczynie przykrości powstrzymywał się od śmiechu, jaki budziła w nim paradoksalna propozycja.

Dłuższą chwilę ciszy przerwał znów głos Stelli:

— A widzisz, że ja także potrafię mówić bez osłonek to, co myślę i czuję. Nie będziemy sobie nigdy kłamali. Nigdy!

— Niestety — odrzekł Sokolski. — Wybacz i nie gniewaj się. Ja się z tobą nie mogę ożenić!

— Ale dlaczego?! — zawołała Stella nie dając za wygraną. — Pewnie powiesz, że twoi przyjaciele zabroniliby ci takiego związku. Gdybyś czuł w sobie śmiałość podjęcia walki o mnie, to…