— Kiedy? — dopominała się natarczywie dziewczyna.

— Wracam za cztery godziny — odparł przyglądając się jej uważnie. — Muszę uzgodnić pewne szczegóły techniczne z Bernardem i z Jimem. Nazbierało się trochę spraw, związanych z drugim etapem budowy Celestii II. Dziś razem ze mną wracają na Astrobolid również Andrzej, Kora, Jarosław, Władek, Igor i Suzy. Już za dwa miesiące będziemy się mogli pożegnać.

— Wtedy polecimy ku Alfa Centauri — rzuciła niespodziewanie Stella. — I zostawimy poza sobą te wiecznie wybuchające wśród Celestian niezgody. To będzie pięknie… Cieszysz się?

Obdarzyła go wymownym, najczulszym z uśmiechów.

Sokolski w lot ogarnął sytuację. A więc Stella przyjęła jego zaproszenie jako zgodę na zabranie jej w odkrywczą wyprawę międzygwiezdną. A przynajmniej chciała sprowokować taką zgodę. Uczuł konieczność prostego i uczciwego wyjaśnienia nieporozumienia.

— Stello! — zaczął łagodnie. — Ja inaczej zrozumiałem twoją prośbę. Myślałem, że chcesz tylko teraz, na kilka dni, przylecieć do nas. Bo my nie możemy zabrać cię ze sobą. Muszę powiedzieć…

— Słuchaj! — przerwała mu. — Dlaczego mówisz: „My nie możemy?” Ja rozumiem, że wam, wyprawie uczonych, nie jestem potrzebna jako jeszcze jeden członek załogi. A tobie? Mówże od siebie! Gdybyś tak powiedział swoim: „Ja chcę ją zabrać!” Sprzeciwiliby się czy nie? No powiedz! Nie wykręcaj się od odpowiedzi.

Wiktor poczuł się niemile dotknięty.

— Dlaczego mnie obrażasz, Stello? Ani ja, ani nikt z ludzi, wśród których wzrosłem i wychowałem się, nie odpowiedział nigdy nikomu w sposób wykrętny. Takie postępowanie uważamy za uwłaczające godności człowieka. Jak możesz podejrzewać — lekko podniósł głos — że moja odpowiedź nie będzie prosta i szczera? Oczywiście, że mógłbym postawić sprawę tak, jak mi sugerujesz. Ale na jakiej podstawie ja osobiście miałbym żądać od kolegów zabrania ciebie? W jakim charakterze poleciałabyś ze mną?

— Jako twoja żona! — wypaliła Stella, patrząc mu w oczy wzrokiem pełnym oczekiwania. Odpowiedź taka zupełnie zaskoczyła Wiktora. Chociaż w ostatnim czasie wyczuwał, iż