Rakieta wpełzła powoli do śluzy. Green wstał, otworzył właz i podał list Jamesowi.
— Zanieś to zaraz prezydentowi Horsedealerowi. To bardzo ważne. Również dla was.
— Co z nami będzie?
— Zobaczycie za dwadzieścia lat Ziemię. Może to dla was lepiej, niż włóczyć się po bezdrożach kosmicznych…
— A pan, mistrzu?
— Ja? Mam jeszcze drobną sprawę do załatwienia.
Lekko wypchnął Jamesa z kabiny i zatrzasnął drzwi. Chłopiec stał chwilę, mówiąc coś, czego już Green przez grube ściany rakiety nie mógł dosłyszeć. Dopiero na wyraźny znak, aby się oddalił, zniknął we włazie prowadzącym do wnętrza Celestii.
Green usiadł w fotelu pilota. Włączył automatyczne urządzenie wyprowadzające rakiety na zewnątrz świata.
Znów otoczyło go wyiskrzone gwiazdami niebo.
Zagrał silnik, lecz nie na długo.