— Rozumiem, co chce pan powiedzieć. Biblia tłumaczy to wszystko zupełnie zrozumiale. Czy jednak tak jest na pewno? Zastanówmy się, co mówi Biblia, przynajmniej ta, do której obecnie mamy dostęp, o naszej przeszłości. Po pierwsze: że ludzie zostali stworzeni przez Pana Kosmosu, który przeznaczył im przed kilku tysiącami lat Towarzysza Słońca, zwanego wówczas Ziemią, jako krainę wiecznej szczęśliwości, dla radosnego bytowania zgodnie z jego prawami i przykazaniami. Po drugie: aby ludzie mogli użytkować mądrze dla siebie i na chwałę bożą wszystkie dobra, Pan Kosmosu użyczył im swej wiedzy. Inaczej mówiąc, cała nasza wiedza pochodzi od Pana Kosmosu i dalsze samodzielne pogłębianie wiedzy jest niemożliwe. Tylko pewnym ludziom, bardzo rzadko, udziela Pan Kosmosu cząstki swej wiedzy. Gdyby zaś ktoś usiłował mu ją wydrzeć, sprowadzi na siebie i innych nieszczęście. Po trzecie: źli ludzie nie przestrzegali jego przykazań i ściągnęli na siebie jego gniew. Pan Kosmosu, aby ich ukarać za to, że chcieli złamać porządek ustanowiony przez niego, wypuścił z podziemi Towarzysza Słońca złe, diabelskie moce, które wszystko na tej planecie przewróciły do góry nogami, zamieniając ją w Piekło. Ludzie stracili nieśmiertelność duszy i skóra ich stała się czarna. Jednakże Pan Kosmosu, nie chcąc zguby rodzaju ludzkiego, jeszcze przed zesłaniem kary na niesprawiedliwych, dał cudowny znak sprawiedliwym, aby zbudowali Celestię. I sprawiedliwi budowali Celestię 15 lat, wspomagani przez dobre duchy Kosmosu, aż przyszedł dzień wyznaczony przez Boga. Wysłannik boski — Torch — wyprowadził 60 sprawiedliwych z Piekła. Odwróciwszy uwagę diabłów od Celestii umożliwił ucieczkę sprawiedliwym, których potomkom przeznaczone jest znaleźć na towarzyszu Gwiazdy Dobrej Nadziei — Juvencie — nową krainę wiecznej szczęśliwości. Po piąte: że Torch, choć został zamordowany przez niesprawiedliwych, narodzi się po raz wtóry w Celestii z chwilą, gdy osiągnie ona cel swej podróży. Wówczas też ludzie odzyskają możność bezpośredniego obcowania z Panem Kosmosu i jego wysłannikami, którą utracili, co było karą za grzechy niesprawiedliwych. Po szóste wreszcie Biblia stwierdza, że Celestia wyruszyła do Gwiazdy Dobrej Nadziei 2406 lat temu i od tej chwili obliczamy lata. Tak w uproszczeniu przedstawia się nasza przeszłość według Biblii. Ładna przeszłość, prawda? A jak obiecująca! Aż dziw bierze, że może się znaleźć ktoś, kto by usiłował powątpiewać o wiarygodności tego, co mówi Biblia. Prawda?

Nie czekając odpowiedzi filozof ciągnął dalej, wpadając coraz bardziej w podniecenie.

— Ja ci jednak, chłopcze, odpowiem starym powiedzeniem, które kryje głęboki sens: „Kto chce, niech wierzy”. Inaczej mówiąc, nasza wiara w to, co mówi Biblia, polega nie na przekonaniu, lecz chceniu. Powiem więcej: argumenty, które przytacza się dla potwierdzenia tego, o czym mówi Biblia, są dlatego argumentami, że wierzymy w nie, że chcemy, aby one były argumentami. Otóż powtarzam: kto chce, niech wierzy. Natomiast ja nie chcę wierzyć, lecz wiedzieć. Chcę wiedzieć na pewno, chcę przekonywających dowodów, nie takich, jakie przytaczał Smith albo Rosenthal w pierwszym okresie swych badań.

— Czemuż mi pan to wszystko mówi? Przecież sam pan wspominał, że za takie gadanie można drogo zapłacić?

Horsedealer spojrzał przenikliwie na Kruka.

— Z tobą rozmawiam wyjątkowo szczerze. Ale przecież, choć może ty sobie z tego sprawy nie zdajesz, znam cię od dawna, tak jak znałem twego ojca, i wierzę, że zachowasz dla siebie to, co ci powiem. A więc słuchaj — tu uchwycił Bernarda gwałtownie za ramię. — Wydaje ci się, że to ja głoszę herezje, choć jeszcze żadnych szczegółów mych wątpliwości nie podałem. Otóż dowiedz się, że to nie ja, lecz właśnie ty sam największą herezję tu, w tym pokoju, dziś wygłosiłeś.

Na twarzy Kruka odbiło się zdziwienie.

— Nie rozumiem.

— Obalając podstawową tezę biblijną, że Celestia istnieje 2406 lat.

— Kiedy? Ja? Nic nie rozumiem!