— Przed chwilą w rozmowie ze mną podałeś datę „23.03.1982 r.” Obok tej daty, jak twierdzisz, znajdował się cały szereg innych wyrazów. Otóż tu tkwi twoja herezja. Opowiem ci pewną dziwną historię, lecz proszę o niepowtarzanie nikomu tego, o czym usłyszysz. Otóż przed 30 laty, w czasie ostatniego wielkiego remontu Celestii, postanowiono uszczelnić tak zwane „ślepe magazyny”. Były to pomieszczenia na 57 i 59 poziomie, uszkodzone wskutek eksplozji i połączone z przestrzenią kosmiczną, a odcięte od świata. Kiedy nastąpiła ta eksplozja, nikt nie pamiętał. Opowiadano zawsze, gdy byłem jeszcze mały, że tam straszy, i to utkwiło mi w pamięci. Otóż, w związku z pewnymi trudnościami żywnościowymi, wietrząc dobrą koniunkturę, Mellon odkupił od rządu ślepe magazyny, uszczelnił je i zaprowadził tam nowe pole uprawne. Te stare pomieszczenia stanowiły jedno z poważnych źródeł materiałów w badaniach Rosenthala, a następnie moich, nad przeszłością Celestii.
Zamyślił się. Dopiero po dłuższej chwili ciągnął dalej:
— W tych ślepych magazynach znaleziono szereg przedmiotów i resztek różnych urządzeń. Wszystkich interesowała wówczas, że tak powiem, makabryczna strona zagadnienia. Odnaleziono tam jakieś szczątki ciał ludzkich i psich, prawdopodobnie ofiar katastrofy. Green nie omieszkał z tego skorzystać, trąbiąc o tym przez głośniki i telewizory. Potem nagle wszystko ucichło, niby tak normalnie, jak to zwykle po dużym huku, ale w rzeczywistości wkroczył w to osobiście szanowny poprzednik Summersona — Handerson, a wiązało się to właśnie z wynikami badań Rosenthala. Niemal wszystkie przedmioty, znalezione w pomieszczeniach, zostały ponoć „zabezpieczone” w archiwum prezydenckim „dla dobra ludzkości”.
— Ale pan, profesorze, widział te przedmioty? — wtrącił Kruk.
— Niektóre widziałem, inne znam z opowiadań Rosenthala.
— A ten kawałek blachy też stamtąd?
— Opowiem ci w kilku słowach ciekawsze szczegóły odkryć w ślepych magazynach — odrzekł Horsedealer nie odpowiadając na pytanie Kruka. — Otóż najważniejszym dokumentem był kawałek papieru znaleziony wśród strzępów ubrania ludzkiego. Były to właściwie podarte kawałki dziennika.
Bernard spojrzał ze zdziwieniem na filozofa.
— Czego kawałki?
— Dziennika. Ach prawda! Skąd ty, chłopcze, możesz wiedzieć o tym, że kiedyś, bardzo dawno temu, wiadomości dnia, które dziś nadaje studio telewizyjne, były drukowane na papierze, tak jak dziś drukuje Green powieści rysunkowe. I każdy mógł sobie kupić taki utrwalony na papierze dziennik.