— Otóż były to jakieś inne urządzenia, niepodobne do tych, które dziś znamy. Zresztą… -machnął ręką z rezygnacją — badania zostały przerwane, gdy tylko Rosenthal pokazał znaleziony dokument ówczesnemu prezydentowi. Ale nie to jeszcze jest najciekawsze! Otóż z licznych śladów krwi i drobnych szczątków ciał ludzkich i psich, zachowanych dzięki niskiej temperaturze i brakowi powietrza, wynika, że w chwili eksplozji znajdowało się tam przynajmniej kilkadziesiąt osób. Jeśli się więc zważy, że była to jakaś centrala obsługiwana normalnie przez dwie, trzy osoby, zdarzenie wygląda bardzo tajemniczo. Gazeta znajdowała się prawdopodobnie w kieszeni jakiegoś człowieka, który był rozerwany w czasie eksplozji, na co wskazywały liczne plamy krwi i strzęp materiału, w którym ją znaleziono. Najbardziej ponurą stroną historii jest to, że wiele danych zdaje się wskazywać, iż eksplozja nie była przypadkiem.
— Co pan chce przez to powiedzieć? — zapytał Bernard.
— Był to wystrzelony z zewnątrz, z przestrzeni kosmicznej, pocisk, a ściślej dwa pociski.
— Jak to?
— Mówiły o tym dwie wyrwy — wyjaśnił filozof. — Jedna, mała i okrągła, wskazywała na wlot pocisku z zewnątrz. Pocisk ten przebił pancerz i warstwę uszczelniającą, przeszedł przez komorę z ozonem, przebił warstwę izolacyjną i grubą ścianę wewnętrzną, przebiegł ukosem przez magazyn na 59 poziomie i przebiwszy podłogę między 59 a 58 poziomem wpadł do centrali. Z kolei przebił on ścianę boczną centrali i eksplodował w przyległym magazynie, niszcząc sufity i ściany. Następny pocisk wystrzelony był niemal wprost na poziom 58 i eksplodował w ścianie wewnętrznej powodując trzymetrową wyrwę. Drugi pocisk dokończył dzieła zniszczenia. Wyglądało tak, jakby ktoś celował w centralę i przypuszczając, że nie trafił, wystrzelił drugi pocisk.
— A może to zrobiły te… diabły?
— Nie wiem. Nie bardzo jest to zgodne z tym, co mówił ów strzęp dziennika. Spróbujmy ustalić w przybliżeniu datę wyruszenia Celestii w drogę. Jeśli eksplozja nastąpiła po lub w 2007 roku, biorąc pod uwagę datę wydania dziennika, widziany zaś przez ciebie dokument pochodził z 1982 roku, to start Celestii musiał nastąpić między tymi datami. Ze słów Sandersa można wnioskować, że w chwili eksplozji Celestia była już co najmniej kilka lat w drodze. Z kolei przyjąwszy 400 lat lotu Celestii i pomnożywszy przez jej prędkość względem Słońca, otrzymamy liczbę zbliżoną do obecnej naszej odległości od Układu Słonecznego. Jeśli odrzucimy możliwość, iż Celestia straciła na prędkości, wynikałoby stąd, Że tylko przez bardzo krótki okres nabierała rozpędu. A więc po kilku latach odległość jej od Słońca była tak znaczna, że atak na nas wydaje się bardzo nieprawdopodobny. Zresztą, co najważniejsze, jeśliby taki atak nastąpił, dlaczego w Biblii nie ma o nim nawet wzmianki?
— Może jednak?… — próbował jeszcze oponować Kruk.
— Powiedziałem, że nie jest to wykluczone, lecz po pierwsze: dlaczego nie ma innych śladów ostrzeliwania, jeśli to byłaby walka? Po drugie: zakładając teoretycznie, że po tych dwóch strzałach przeciwnik nie był zdolny do walki, dlaczego, chcąc zniszczyć Celestię, nie kierował pocisków w centrum, gdzie znajduje się główny reaktor atomowy, lub w zbiorniki ciekłego wodoru? To, że znał dobrze wewnętrzną budowę naszego świata, nie ulega wątpliwości, gdyż celował w określone miejsce. Wobec ruchu obrotowego Celestii trudno wyobrazić sobie, aby zniszczenie centrali dwoma pociskami było przypadkiem.
— No, ale przecież diabły…