— Oczywiście. Sprawa jest nawet dość prosta. Chodzi tu o zmniejszenie prędkości wyrzucanych cząstek, co zawęzi strefę dezintegracji.
— Ile czasu zajęłoby to panu?
— Niedużo. Ze trzy tygodnie. Może trochę dłużej. Prezydent skrzywił się.
— Ekscelencja wybaczy, ale trudno mi zaraz wziąć się do roboty — zastrzegł się konstruktor. -Cały tydzień będę wykańczał pracę w zakładach Kuhna. Podpisałem umowę.
— Proszę nie zapominać, jest pan rządowym konstruktorem. A poza tym prace przeze mnie zlecone mają zawsze pierwszeństwo. Nie przypuszcza pan chyba, że ktoś albo coś mogłoby wypaczyć ten naturalny porządek.
Na to nie było odpowiedzi.
— Nie trzeba się martwić — podjął Summerson łagodnie. — Sprawy na pewno ułożą się dla pana pomyślnie.
Prezydent namyślał się chwilę. Wciągnął głęboko oddech i zaczął:
— Otóż Kuhn przedłuży panu termin umowy. Przerwie pan prace rządowe, choćby to miało pociągnąć jakieś straty. Nie dla pana, oczywiście. Aha, jeszcze jedno pytanie: czy w obecnym stanie rzeczy możemy zniszczyć każde ciało z chwilą, gdy wpadnie w strefę dezintegracji, mimo iż nie grozi Celestii zderzenie?
— To jest niemożliwe, ekscelencjo. Działanie miotaczy nie polega przecież na walce z wszelką materią, chodzi tylko o ochronę przed katastrofą. A nam zagraża jedynie to ciało, które mogłoby zderzyć się z Celestią i spowodować rozbicie jej ścian. Układ sterujący wyposażony jest tylko w jeden program i automat radarowy reaguje wyłącznie na takie ciała.