— A właśnie, że moja — zaperzył się konstruktor. Sięgnął do kieszeni i podsuną! pod nos policjantowi plenipotencję prezydenta głoszącą obowiązek udzielania Krukowi wszelkiej pomocy. — Ci ludzie są mi koniecznie potrzebni — wyjaśnił. — Czy to panu wystarczy?

— Dyrektor Godston polecił tych dwóch zaraz doprowadzić na przesłuchanie — zmiękł trochę policjant. — Niech się pan stara u niego, żeby cofnął rozkaz. Nam przecież wszystko jedno.

— Zadzwonię wprost do prezydenta! — obruszył się Bernard. — Tymczasem nie przeszkadzajcie ludziom pracować. Wykonują zamówienie prezydenta Summersona — dodał znacząco i szybko oddalił się w stroni; kantoru.

Pchnął gwałtownie drzwi i stanął zdziwiony.

Obok biurka, na którym leżały rozłożone plany miotacza, siedziała w fotelu… Stella.

Bernard zatrzymał się w progu.

Dziewczyna zerwała się z miejsca i podbiegła do niego.

— Ber!

Kruka ogarnęło radosne podniecenie. Miotacz, policja, aresztowani robotnicy, wszystko odbiegło gdzieś daleko, zagubiło się w niepamięci i pozostało tylko jedno: ona — Stella. Po raz pierwszy mówiła mu po imieniu nic sobie nie robiąc z obecności świadka, którym był siedzący przy drugim biurku nadzorca.

Bernard zapomniał, po co przybył. Wydało mu się, że przyszedł tu właśnie dlatego, aby się spotkać ze Stellą.