Urwał raptownie. Choć potwierdzenie własnej hipotezy podniosłoby jego autorytet w oczach głowy państwa — bał się omyłki.

Na twarzy prezydenta pojawił się zachęcający uśmiech.

— No, no? Ciekawe, czy profesor zgadł.

— Przypuszczam — rozpoczął z wahaniem fizyk — że mogą to być ciała o niezwykle wzmożonej radioaktywności…

Summerson skinął głową z uśmiechem.

— No, no?

— Choć, mówiąc szczerze — ciągnął nieco pewniej Schneeberg — trudno mi wyobrazić sobie, aby stosunkowo nieduże ciała mogły tak intensywnie promieniować, iż stanowiłyby groźne niebezpieczeństwo dla świata. To musiałaby być formalna eksplozja promieniotwórczości. A przede wszystkim, jaki cel ma cofniecie strefy dezintegracji? Nic. Chyba to nie to…

Oczy prezydenta, wpatrzone w twarz starego fizyka, raptownie przygasły. Opuścił wzrok na papiery, bębniąc delikatnie palcami po szklanym blacie biurka.

Naraz. twarz jego rozpogodziła się. Spojrzał z triumfem po obecnych.

— Tak, profesorze — rzekł z naciskiem. — Pańska hipoteza, choć nieścisła, jest bardzo bliska prawdy. Gratuluje panu. Są to właśnie ciała… eksplodujące.