błogosławieni byli ci, co rzeczy

nazwali nędzą poczętą we łzach.

Kiedy się krwawym szwem zszywały dzieje,

choć ziemia była jak jaśminów pęk,

błogosławiącą rękę taką samą,

łączący z niebem ton — źródlany dźwięk.

A oto mamy niebios złoty namiot,

przestrzeń jak morze żywą — a nie szklaną,

z której powstaje się i schodzi w nią,

błogosławiącą rękę taką samą,