płyną i jedne w drugie wnikają powoli,

i jak poszept okrętów snują mity długie

o rzewnym zachwyceniu? O, jak wzrok nas boli,

otwarty, biały taki jak źrenice trupie,

w którym lądy spalone dnem do góry płyną

jak ryby martwe. A na nich umarli

z nożem przestrachu w oczach i z nicią na gardle

czerwoną. I tych dzieci ciała, co jak listki

niezapomniane nigdy, swym puchem motylim

na wargach naszych przylgłe i w oczy nam wrosłe,