żeby zmierzyć głębie nieba pod sobą.
I na wiatrów rozłożystych wydmach
sieli1 drzewek młodziutkich las
i marzyli złotych dębów widma
z tym uśmiechem, który chyba znasz.
Aż wyrosły krzepkie i jasne,
jakby wody przezroczysty płaszcz,
więc patrzyli jak na serca własne
z tym uśmiechem, który chyba znasz.
No i stolarz schylał z wolna głowę